ANIMACJA I MUZYKA - „Bring Me the Head of Ubu Roi” Pere Ubu & the Quay Brothers - Finałowe widowisko multimedialne /120 min./

David Thomas, założyciel i lider Pere Ubu, zetknął się z twórczością Alfreda Jarry w szkole średniej, na przełomie lat 60. i 70.
– Tym, co poraziło mnie w okresie zagłębiania się w Jarry’ego (w szkole średniej) i w chwili kiedy zdecydowałem się założyć Pere Ubu, była jego koncepcja inscenizowania sztuk teatralnych. Uznałem, że zachęcała ona widza do angażowania własnej wyobraźni w twórczy proces poprzez obecność transparentów itp., pojęć patafizycznych i anty-naturalizm. Metoda ta doskonale współgrała z pasją, jaką wzbudziło we mnie radio w latach 60. - i nie były to stacje muzyczne, ale rozmowy po północy o UFO itp., słuchowiska radiowe, w których pomysłowe i minimalistyczne wykorzystanie dźwięku konkretnego miało ogromny wpływ na warstwę narracyjną. Podczas gdy zsyntetyzowane, konkretne i abstrakcyjne techniki i technologie brzmieniowe rozwijały się i wkraczały do muzyki rockowej, wyłonił się czysty dźwięk – donośny głos narracji. Taki sam cel przyświecał Jarry’emu: angażować wyobraźnię widza w proces twórczy. Zaskakiwać, pouczać, wprowadzać chaos dla samego chaosu, a także dlatego, że imitował rzeczywistość. Udaremniać wolę narratora i na skutek tego zminimalizować sztuczność w sztuce. Na intencje pierwotne nałożyć intencje przeciwne, samo-zwątpienie, strach i nadzieję; zapewnić rzut Boskiego Oka z góry na wszelkie aspiracje, itp. itd. Innymi słowy, stworzyć taki rodzaj sztuki, która pozwoli w trakcie 3-minutowej piosenki jak najwierniej oddać kondycję ludzką.
Dokonałem adaptacji dramatu, poszatkowałem go bezpardonowo i ukierunkowałem według własnego uznania. Wybrałem sceny, które moim zdaniem były najważniejsze, a następnie coś gdzieś dodałem, coś gdzieś ująłem. Starałem się ‘uszanować’ oryginał, ale nie trzymałem się go niewolniczo. Nie aktualizowałem go, nie nadawałem znaczeń. Pewne elementy rozwoju wydarzeń przeniosłem do struktury piosenek, gdy elegancja na to pozwalała. Sądzę, że wielbiciele Ubu zauważą to bez najmniejszego trudu. Dodałem też pewne elementy zgodne z duchem oryginału, szczególnie w obszarze, który zainteresował mnie na samym początku powstawania tej realizacji, a odnoszącym się do przekonania, że Zespół Polityczno-Medialno-Przemysłowy jest pełen typów znacznie bardziej groteskowych od postaci stworzonych przez Jarry’ego.
Nie wykorzystałem oryginalnych tekstów piosenek Jarry’ego, przede wszystkim dlatego, że nie są to najlepsze teksty do śpiewania. Jak wielu/większość nie-muzyków piszących teksty Jarry nie za bardzo wiedział, które nadają się na piosenki. (Wybaczcie mi Ubu-filowie). Poza tym piosenki śpiewane po francusku brzmią wyjątkowo niezdarnie. To nie jest dobry język do muzyki, chyba że są to piosenki wykonywane z towarzyszeniem akordeonu. (Wybaczcie mi frankofile). Chciałem oczywiście wykorzystać ‘Song Of the Disembraining’ (Piosenka o wymóżdżaniu), ale tak naprawdę to nie jest bardzo dobra piosenka. Tytuł oczywiście świetny, ale piosenka ciągnie się bez końca i nic szczególnego z niej nie wynika. To typowe dla nie-muzyków, którzy coś tam, gdzieś tam mieli wspólnego z muzyką.
Udział Braci Quay w BRING ME THE HEAD OF UBU ROI był pomysłem dyrektora muzycznego Royal Festiwal Hall w Londynie, Glenna Maxa. Współpraca między nami przebiegła bez problemów. Poznaliśmy się. Porozmawialiśmy. Natychmiast dogadaliśmy się. Wiedzieliśmy, o co nam chodzi, o co chodzi w projekcie i jak to wszystko ma wyglądać. Nie mam zaufania do informacji wzrokowych bez względu na to jakiej są proweniencji. Poczułem ponad wszelką wątpliwość, że Quayowie to ludzie, którzy potrafią poskromić ‘Bestię Oko’. Powiedziałem, że z największą przyjemnością usunę im się z drogi. Niech robią to, co im najbardziej odpowiada. Przesłali mi zdjęcia. Były doskonałe – wiedziałem od chwili kiedy ich poznałem, że będą doskonałe. Tylko ci ludzie, którym brak zrozumienia istoty rzeczy, muszą rozmawiać. Nam to nie było potrzebne.
Rola Braci Quay w realizacji BRING ME THE HEAD OF UBU ROI polegała na
stworzeniu formy scenicznej w sensie wizualnym. Wykonali to przy pomocy animacji, wizualizacji, wideo itp. wyświetlanych na ekranie, który umieszczony został z tyłu sceny. Najwyraźniej od dawna chcieli zmierzyć się z tą sztuką. Połączył nas szczęśliwy zbieg okoliczności. Jako muzyka, który w dodatku pozostawał pod wpływem wystylizowanej koncepcji teatru Jarry’ego, zajmowanie się inscenizacją zawsze mnie nudziło. Szczególnie męczące jest oświetlenie sceny, o czym zaświadczyć może niezliczona ilość facetów od świateł, z którymi mieliśmy do czynienia. – Co!? Myślicie, że potrzebne są te wasze wstrętne, błyskające światła, po to żebym lepiej prezentował się widzom?! Dobra, włączcie je, wyjmijcie te tandetne, kolorowe filtry i idźcie już do domu! Na początku myślałem o zbudowaniu konstrukcji w stylu Rube Goldberga, wysokich na 7 stóp, które przedstawiałyby Ubu i Ubicę. Te niezgrabne, dziwaczne ustrojstwa mieliśmy przypadkiem zrzucać z podium, a po dwóch scenach je porzucać. Wiem, że kiedy raz pokaże się jakiś kawał, to powtarzanie go nie ma sensu, zwłaszcza kiedy wali się przez to budżet. Tak więc wciągnięcie Quayów było rozsądniejszym rozwiązaniem.
PERE UBU to jedyna grupa rockowa na świecie, która od ponad 30 lat wierna jest Jarry’emu i Patafizyce. Mamy prawo robić to, co chcemy. W UBU ROI chodzi o idee. Stroje, w które ubieramy idee to trendy, które pojawiają się i mijają. Stroje, które przez chwilę wydają się stylowe, po chwili są już niemodne. Liczą się idee i to one przetrwają. Wyznaję filozofię Platona. Modern is just Old Hat chromed (Teraźniejszość to przeszłość w nowych szatach).
Przez całe lata ludzie pytali mnie, czy chcę zmierzyć się z UBU ROI. Glenn był ostatnią osobą, która mi to zaproponowała. Ale to jemu
powiedziałem – tak (no, może). W końcu zrozumiałem, że jestem gotów się tego podjąć, gotów do stawienia czoła – nie jako mistrz czy sługa, ale jak równy z równym.
Opracowanie Małgorzata Sady
Autoryzacja David Thomas
CK Zamek, Sala Wielka, godz. 19.00, bilety: 80 zł.